Pokazywanie postów oznaczonych etykietą młoda matka czyta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą młoda matka czyta. Pokaż wszystkie posty

4 stycznia 2015

Świąteczny mix

Święta spędziliśmy w miłej rodzinnej atmosferze :-) Kacper i Oskar szaleli z kuzynką i kuzynem, także tą dwójkę miałam prawie z głowy :-P Za to Najmłodszy nasz skarb najczęściej przebywał z rodzicami, goniąc babci pieska, zamęczając go głaskaniem i dawaniem mu jedzenia. Pies ewidentnie miał go czasem dość, co nawet nieraz okazał lekkim warknięciem i ucieczką gdzie pieprz rośnie ;-) U babci Wiktorek jakoś zupełnie zgubił swój rytm dnia i chodził spać koło 24.00 codziennie, tylko w ostatni dzień przed wyjazdem padł o 19.00 i pozwolił nam pospać do 9.00 rano - a więc nadrobiliśmy z nawiązką :-)
W Wigilię mieliśmy iście wiosenną pogodę, za to w drugi dzień Świąt spadł śnieg i chłopakom udało się nawet ulepić małego bałwanka :-) Kacperek bardzo tęsknił za śniegiem i bardzo go wypatrywał, jego radość gdy zobaczył śnieg za oknem bezcenna :-)
Matce jakimś cudem udało się przeczytać dwie książki z biblioteczki babci :-) Trzecią zabrałam już do domu i czytam powoli, bardzo powoli... ;-) Co sześć osób do zajęcia się 3 dzieci (+ dwójką siostry męża) to nie jedna (bądź dwie) :-o

13 maja 2014

Instagramowa Majówka :-))

Na Majówkę postanowiliśmy wyjechać do dziadków, z którymi dzieci nie widziały się od świąt Bożego Narodzenia. Z racji tego, że zapowiadała się fajna pogoda nastawiłam się na fajny fotograficzny weekend z dziećmi. Zdjęć jakoś ostatnio robię mało i bardzo mi tego brakuje, dlatego tak cieszyłam się na te majówkowe zdjęcia. A tu klops! Mąż zapomniał wziąść aparatu gdy ostatni raz wracał do mieszkania aby sprawdzić czy wszystko zostawiliśmy powyłączane. Byłam okropnie na niego zła, ale cóż czasu nie da się cofnąć. Ale mam nauczkę, że aparat fotograficzny muszę brać sama. Zawsze! :-)

Dodatkowo weekend przedłużyłam sobie z dziećmi o tydzień dlatego tym bardziej mi żal, że tego aparatu nie miałam :-( No ale cóż koniec użalania, tymczasem pozwólcie, że przedstawię Wam naszą instagramową Majówkę.


Matce udało się wyrwać trochę czasu dla siebie :-) Z racji tego, że nie miałam przez półtora tygodnia laptopa miałam sporo czasu na wieczorne czytanie. Ten internet i laptop to jednak pożeracze czasu ;-) Podczas pobytu udało mi się przeczytać Marzycielkę z Ostendy (bez rewelacji) i zaczęłam Danutę Wałęsę (ilość powtórzeń w tej książce tych samych myśli jest zatrważająca ;-), ale generalnie książkę w miarę dobrze się czyta i ciekawie jest spojrzeć na tamte czasy z perspektywy tej kobiety. Książka przyjechała ze mną do Warszawy i myślę, że niebawem ją skończę :-)
Zdjęcie balerinek powstało w ostatniej chwili na "Balerinkową akcję" u Schocolli :-)




Lubię robić zdjęcia kwiatom, przyrodzie, dlatego sporo takich zdjęć się nazbierało :-) Mama a babcia chłopców posadziła w tym roku bzy, magnolie, azalie, konwalie. Zapach bzów i konwalii jest obłędny :-)



Pod koniec pobytu Kacperek miał niemiły wypadek. Spadł z drabinki i porządnie stłukł sobie łokieć. Oczywiście od razu pojechaliśmy na pogotowie, ale na szczęście nic sobie  nie złamał ani nie zwichnął, skończyło się na szynie gipsowej. Szynę ściągnęliśmy po 3 dniach, ale nadal rekonwalescencja trwa. Łokieć nadal bardzo go boli choć już samą dłonią coraz więcej robi, bawi się, zaczyna sobie pomagać chorą ręką w ubieraniu. Jesteśmy dobrej myśli :-)

Czy Wasi rodzice, a dziadkowie Waszych dzieci też tak bardzo przeżywają gdy ich wnukom coś się przydarzy? Bo u mnie nawet dochodzi do obwiniania mnie jako rodzica (choć sama mam sobie za złe, że na dwie minuty spuściłam go z oczu). Chyba że dziadkowie już zapomnieli jak to było z ich własnymi dziećmi, bo ja dziękuję Bogu, że nic więcej się nie stało i w zasadzie cieszę się, że tylko tyle. Przywykłam już do tego, że wypadki chodzą po dzieciach ;-)

I jeszcze jedną taką refleksję mam: mianowicie zaprzeczanie przez dorosłych  temu co mówi dziecko. Gdy mówi, że go boli ręka przy zakładaniu szyny i płacze, to lekarz mówi, że przecież nic go nie boli. To samo babcia Kacperka gdy chciała mu posmarować łokieć maścią, a on mówi, że go boli zaprzecza temu, że przecież aż tak go nie może boleć. A jednak dziecko boli i ja w takich przypadkach to szanuję, a poza tym znam swoje dziecko. Przecież każdy może mieć inną wrażliwość na ból - dla mnie to oczywiste. Ale może dlatego, że mój syn ma nadwrażliwość dotykową i ja żyję z tą jego wrażliwością już prawie 6 lat i rozumiem to bardzo dobrze.
A tak na marginesie to gadałam wczoraj ze znajomą, która miała podobny uraz łokcia i mówiła mi, że ból jest niesamowity. Kropka.

24 sierpnia 2013

Pielgrzymowanie....

Końcówka wakacji kojarzy mi się z moim pielgrzymowaniem. Tak gdzieś od końca podstawówki moim wręcz rytuałem było wyruszanie pod koniec sierpnia na pielgrzymkę do Częstochowy. Lubiłam być  w drodze, pokonywać swoje słabości, modlić się, medytować, rozmawiać ze znajomymi, żartować, śpiewać :-) Nawet wstawanie skoro świt nie było takie straszne. Pamiętam zapach poranków i wieczorów na łonie natury pod koniec sierpnia... Właśnie z pielgrzymek.

Nie jestem i nigdy nie byłam osobą super religijną, zawsze się buntowałam. Pielgrzymki dawały mi możliwość wyciszenia się, przemyślenia pewnych spraw, modlitwy i medytacji, kontaktu z Absolutem.

W deszczu, w upale, z odciskami na stopach, z bólem pleców - zawsze przed siebie, do jasno wytyczonego celu. Sporo kilometrów w swoim życiu przeszłam :-)

Źródło zdj.: www.radiofiat.com.pl

Oczywiście sięgnęłam kiedyś po książkę Paulo Coelho "Pielgrzym" i dzięki tej książce zrodziła się myśl o pielgrzymce do Santiago de Compostela drogą św.Jakuba. Kiedyś. Z przyjaciółką, która też ma ochotę na takie wyzwanie :-)

Źródło zdj.: http://www.plecakwspomnien.eu

11 października 2012

Sierpniowe "Z", kalendarz, ołówek i piosenka ;-)

Jestem uzależniona od czytania "Z":-) Bardzo dużo pozytywnych rzeczy wniosło do mojego życia sierpniowe "Z", niektóre artykuły są nadal żywe w mojej pamięci, wciąż wracam do nich myślami. Wiele artykułów dało mi odpowiedzi na pewne nurtujące mnie od dawna pytania :-)


Z aktualnego numeru "Z" najbardziej do gustu przypadł mi kalendarz :-) Podoba mi się w nim dosłownie wszystko. Od okładki, po papier, wielkość i objętość :-) Z pewnością znajdzie stałe miejsce w mojej torebce i z pewnością zapiszę w nim PESELE moich dzieci ;-) Bo przekonałam się już kilka razy, że nie znam dnia ani godziny kiedy takie dane będą bardzo, ale to bardzo potrzebne ;-) Wcześniej miałam je pozapisywane w różnych miejscach i to był błąd :-o


Ważne daty, dane, notatki, myśli zapisuję w różnych miejscach: w komputerze, na zwykłej kartce papieru, częściowo też w komórce :-o Czasem rodzi się z tego niezły chaos ;-) 
Jedno jest w miarę uporządkowane: terminy wizyt u lekarza zapisuję w komputerowym kalendarzu, a moje różne "złote myśli" ołówkiem w notesie :-) Ale czas chyba wszystko uporządkować i przerzucić się na papierowy kalendarz :-)

Lubię ołówki :-))

Gdzie robicie notatki, zapisujecie ważne daty, myśli?

W kalendarzu?


Czy w komórce?


Czy w komputerze?


I jeszcze piosenka która zawsze poprawia mi humor :-) Bardzo podoba mi się jej energia :-)

13 marca 2012

Festiwal pomyłek ;-)

Wczoraj spóźniłam się do przedszkola po synka (chciałam odebrać go przed spaniem, ale przez moje spóźnienie synek zasnął :-o). Natomiast dzisiaj przyszłam po niego o godzinę za wcześnie. Co się dzieje, o co chodzi? ;-))
Wczoraj najchętniej przespałabym cały dzień, a dzisiaj cały dzień chodziłam z bolącą głową :-( Niech ta wiosna już przybędzie, bo nie wyrabiam ;-))

Może "zatopienie się" w lekturze coś pomoże :-)) "Saga Sigrun" wreszcie mnie wciągnęła... Chłonę każdą stronę :-))


P.S. Na pocieszenie pomalowałam dziś sobie paznokcie na czerwono :-)))

22 lutego 2012

Taki dzień....

Wczoraj był taki wieczór, który najlepiej było spędzić w ciepłym mieszkanku, pod kołdrą, z książką lub gazetą oraz z czymś pysznym i ciepłym do jedzenia i picia :-)) I tak właśnie zrobiłam :-))
Choć oczywiście najpiękniej byłoby spędzić tak cały wczorajszy dzień ;P


W moim mieście zimny, przeszywający wiatr, zamiast śniegu lód... brrr.... Ja zaliczyłam poślizg zakończony fikuśnym piruetem, a Starszy synek klasyczną wywrotkę :-o Uchował się tylko Młodszy synek, pchany mozolnie przez mamę w wózku przez zamiecie i zawieje ;-))

A oto pozycja z jogi "pies z głową w dół" często wykonywana przez Oskarka :-) Zupełnie spontanicznie i w każdych okolicznościach ;-))


P.S.1. Za to dzisiaj zupełne przeciwieństwo pogodowe dnia wczorajszego. Wciąż siąpiący deszcz, roztopy i zdecydowanie cieplej. Wygrzebałam się jakoś z Młodszym synkiem na .... Uwaga! Przejażdżkę rowerową :-))) Synek uparł się, że chce pojeździć na swoim rowerku biegowym. Na początku mu to odradzałam, ale w końcu pomyślałam, że chłopak może poczuł wiosnę ;-))

P.S.2. Muszę dziś zrobić coś ważnego, odkładam to i odkładam. Ale basta, dziś muszę to zrobić choćbym miała siedzieć do późnych godzin nocnych :-o Trzymajcie kciuki :-))

3 lutego 2012

Mój przepis na zimowy wieczór :-)

Książka, piżama, ciepłe kapcie i masło orzechowe :-))


Podczytuję też sobie styczniowe "Z", a tam o mocy pozytywnego myślenia. To lubię :-) Sama nie raz doświadczyłam tego jaką moc mają nasze myśli.
Najbliższy przykład: gdy jeździłam sobie na snowboardzie i w pewnym momencie czując zmęczenie pomyślałam o tym, że pewnie zaraz się przewrócę to się przewracałam :-o Gdy myślałam o tym, jak fajnie mi się jeździ, jaki śnieg cudowny i w ogóle od razu wszystko szło gładko :-)) Chyba właśnie w uprawianiu sportu pozytywne myślenie ma kluczowe znaczenie :-) To między innymi dzięki temu Adam Małysz odnosił sukces za sukcesem :-))

Przykładów jest mnóstwo, macie jakieś?

Miłego i ciepłego weekendu :-) Z tysiącami pozytywnych myśli :-))

13 grudnia 2011

Biografia Steve'a Jobsa

Wciągnęłam się w tą biografię.
Tak na prawdę o Steve Jobsie usłyszałam od mojego męża, od mojego męża właściwie zaczęła się też moja przygoda z komputerami i innymi produktami z jabłuszkiem :-)


Książka jest dość pokaźna, a ja nie wiem kiedy znalazłam się na stronie 345 :-) Uważam, że jest cholernie dobrze napisana. Choć z pewnością charyzmatyczna osobowość jej bohatera też ma tutaj duże znaczenie :-)) Steve Jobs miał bardzo trudną osobowość, ale przez to bardzo ciekawą. Prawie z wypiekami na twarzy czytam jego kolejne losy, to jak tworzył firmę, jak ponosił porażki, jak zwyciężał. Dużo dowiaduję się też o całej historii powstawania pierwszych komputerów osobistych, podanej w bardzo przystępny sposób.
Co mi się w nim najbardziej podoba to to, że się nie bał, był odważny, szedł do przodu, nie oglądał się za siebie. Miał świadomość swojej śmiertelności i dzięki temu robił rzeczy, które wielu ludziom wydawały się niemożliwe.
Z wielu względów przeczytanie tej książki jest mi potrzebne...
Choć pierwotnie nie miałam zamiaru jej czytać, ale gdy znalazła się w naszej biblioteczce (a nie mogła się nie znaleźć, ze względu na mojego męża, który jest fanem Jobsa i Apple :-) po prostu wpadła mi w ręce i zaczęłam ją czytać.
Czy Wy też tak macie, że czasem trafia Wam w ręce książka, która jest Wam w danym momencie bardzo przydatna? Motywuje Was do czegoś? Odpowiada na jakieś pytania? Pociesza?

20 października 2011

Strach się bać :-)))

W naszym domu rozpoczął się kolejny bunt dwulatka :-o Pierwszy wystąpił u starszego brata :-)
Oskarek obecnie ma rok i 10 miesięcy, ale już przejawia pewne zachowania wskazujące na to, że mamy do czynienia z buntem:

- wymuszony płacz o "coś tam", przebiega to w bardzo charakterystyczny sposób mianowicie mrużeniem oczu, z których nie wylatuje ani jedna łezka i krzykiem na cały głos z otwartą na oścież buzią :-P

- uporem w kwestii wyboru kierunku, w którym mamy iść na spacer, muszę odczekać swoje aby mój syn zdecydował się pójść w kierunku wyznaczonym przeze mnie

- jeżeli coś jest nie po jego myśli zaczyna płakać, bądź krzyczeć robiąc stosowne przerwy i oczekując w czasie tych przerw na reakcję matki lub ojca, na reakcję która miałaby polegać na ustąpieniu :-o

- od dłuższego czasu siedzi już na dużym krześle przy stole w kuchni i wyczynia na nim niesamowite akrobacje, siada, staje na nim i inne... Mąż dziś rano przy śniadaniu powiedział do niego, żeby usiadł na krześle, a nie stał na nim na co Oskarek: "Nie! Tata!"

A więc w skrócie tak to wygląda :-))) Łatwiej jest to przechodzić gdy się już wie, z czym to się je ;-))


To książka, którą zaczęłam czytać gdy starszy syn przechodził bunt dwulatka. Nie skończyłam jej, bo jest napisana tak po "amerykańsku", no ale teraz nadarza się okazja aby ją dokończyć :-)


LinkWithin

Related Posts with Thumbnails