Zdarzyło się Matce wygrać podwójne zaproszenie na Rodzinny Poranek Operowy -
"Papageno. Bajka o zaczarowanym flecie". Zupełnie nie spodziewałam się wygranej, nawet zapomniałam o tym, że wysłałam zgłoszenie ;-) W sobotę wieczorem weszłam na stronę
Czasdzieci.pl, a tu taka niespodzianka. Zatem nie pozostawało mi nic innego jak tylko wybrać się z chłopakami w niedzielę rano do Centrum :-)
Stronę
Czasdzieci.pl bardzo polecam. Dzięki subskrypcji na maila przychodzą mi informacje na temat różnych wydarzeń artystycznych dla dzieci wraz z możliwością wzięcia udziału w losowaniu darmowych wejściówek i zaproszeń.
Sztuka dotyczyła jak myślicie czego? Miłości oczywiście :-) Było o odwiecznej prawdzie. O tym, że warto znaleźć w swoim życiu kogoś kogo można pokochać. Temat jeszcze trochę abstrakcyjny dla moich chłopaków, ale i tak bardzo im się podobało. Jeden jedyny raz gdy odtwórczyni głównej roli - roli Paminy śpiewała bardzo wysoko Kacper stwierdził, że coś mu w uchu piszczy ;-))
Wszystko było bardzo fajnie zorganizowane pod dzieci. W czasie przerwy do dzieci wyszli aktorzy, osoby grające na instrumentach. Było wspólne muzykowanie :-) Jak to mniej więcej wyglądało można zobaczyć
tu. W samej sztuce z racji tego, że była operą najwięcej było operowego śpiewu (po niemiecku), ale był również narrator (po polsku), śpiewający aktorzy też czasem wypowiadali pewne kwestie w języku polskim. Zapamiętałam jedno zdanie wypowiadane przez aktora, które bardzo do mnie przemówiło. Brzmiało mniej więcej tak: "Gdy jest się wesołym, wszystko udaje się nam".
Kwintesencją tej wesołości, radości była starsza Pani o lasce, która non stop się uśmiechała do dzieci, do dorosłych. Uwielbiam takie pozytywne osoby :-) Wyglądało na to, że była sama. Może chciała poprzebywać wśród dzieci, żeby od nich chłonąć ciekawość świata, radość, spontaniczność, uśmiech. Spotkaliśmy ją również gdy zmierzaliśmy do samochodu wciąż z uśmiechem na ustach :-)
P.S. Matka ma postanowienie: raz w tygodniu udać się na basen. Samej. Bez dzieci. Popływać. Zatroszczyć się o kręgosłup. Czuję że go nadwyrężam. Gdy karmię Wiktorka często się garbię i sporo Wikiego noszę. Czasem też podnoszę coś z podłogi z nim na ręku. Masakra ;-)