14 lutego 2014

Karmienie piersią i nie tylko ;-)

Nie jestem fanatyczką i zagorzałą orędowniczką któregoś ze sposobów karmienia dzieci. Choć oczywistym jest dla mnie to, że mleko matki jest najzdrowsze dla dziecka.

Pierwszego synka karmiłam w sposób mieszany w zasadzie od początku, przy czym pierś była tylko przez miesiąc a potem karmiłam już tylko butelką. Przy drugim dziecku schemat się powtórzył z tą różnicą, że karmiłam piersią trzy miesiące.

Oczywiście swoje pierwsze dziecko chciałam karmić tylko piersią - w zasadzie nie dopuszczałam innej możliwości. Jednak coś poszło nie tak, nie wyszło, zbyt wcześnie się poddałam. Jeszcze w szpitalu synek według położnych nie najadał się moim mlekiem i dały mi butelkę aby dziecko dokarmić (pierwszy raz położna sama wzięła Kacperka i po prostu go nakarmiła mieszanką - mam do dziś tą sytuację przed oczyma), nawet nie starały się mi pomóc w odpowiednim przystawieniu dziecka do piersi. Pomimo to nadal starałam się karmić piersią z tym, że podawałam mu też butelkę. Kolejny kryzys przyszedł podczas obchodu lekarskiego, gdy lekarka spytała się mnie jak się czuję i czy wszystko dobrze, na co ja odpowiedziałam, że ogólnie tak, ale że mam problem z karmieniem piersią. Zamiast wsparcia i pomocy lekarka stwierdziła "Niech Pani nie panikuje" odwracając się na pięcie podążyła w stronę kolejnej pacjentki. Jak nie trudno się domyślić dopiero wtedy zaczęła się moja panika ;-), a łzy połynęły same. Potem powrót do domu, nadal podejmując próby karmienia piersią podawałam też synkowi butelkę. Przy piersi Kacperek w sekundzie zasypiał, a potem gdy go odkładałam do łóżeczka to zaraz się budził oczywiście głodny i tak w kółko. Do tego zamiast wsparcia ze strony najbliższych osób doświadczałam "terroru laktacyjnego": "Czemu nie karmisz?", "No karm, ja Cię nauczę!", "Masz ten pokarm czy nie?", "Gdybym mogła sama bym nakarmiła", "Masz małe piersi może dlatego nie masz pokarmu?". Takie słowa bolą szczególnie przy pierwszym dziecku kiedy człowiek zupełnie nie wie co i jak, przy drugiem dziecku podobne słowa już po mnie spływały, a przy trzecim wywoływały rozbawienie i pobłażanie ;-) Po miesiącu dałam sobie spokój z karmieniem piersią Kacperka.

Przy Oskarku powieliłam schemat karmienia. Dość szybko zaszłam w drugą ciążę i nie miałam czasu zastanawiać się nad sposobem karmienia. Wiedziałam, że spróbuję karmić piersią, ale z automatu zaczęłam też dokarmiać mieszanką. I po trzech miesiącach karmienia mieszanego pierś poszła w odstawkę.

Dopiero Wiktorka udało mi się karmić wyłącznie piersią do 6 miesiąca życia, a można powiedzieć, że było najtrudniej. Organizacyjnie najtrudniej. Jednak tutaj do tematu podeszłam na luzie, wiedziałam, że spróbuję karmić wyłącznie piersią jednak dopuszczałam też podawanie butelki. Nie spinałam się zupełnie. Pierwsze dwa tygodnie karmienia piersią nie należały do najłatwiejszych: popękane brodawki (pamiętam jak będąc jeszcze w szpitalu zaciskałam wargi z bólu, a na łóżku naprzeciwko druga mama karmiąc swoje dziecko robiła to samo co ja - naprawdę co kobiety muszą się wycierpieć to ich ;-), bardzo częste jedzenie w dzień i w nocy. Miałam momenty załamania, jednak wtedy czytałam, czytałam i jeszcze raz czytałam o karmieniu piersią, wiedza mnie uratowała można powiedzieć ;-)  Z drugiej strony cały czas wiedziałam, że przecież mogę podać butelkę i też będzie ok. I co ważne jak nie najważniejsze zapewniłam sobie wsparcie rodziny przez ponad miesiąc: była u mnie teściowa, siostra, kuzynka męża, bo przy dwójce dzieci inaczej nie dałabym rady. Wiem to. 

I tak sobie pomyślałam, że przedstawię Wam moją subiektywną* ocenę karmienia piersią i butelką:

Karmienie piersią:

Zalety:
- mleko matki jest najzdrowsze dla dziecka i najlepsze dla jego rozwoju
- dostępność jedzenia dla dziecka w każdej sytuacji bez konieczności przygotowywania
- odpowiednia temperatura mleka z piersi
- oszczędność
- dziecka nie można przekarmić matczynym mlekiem

Wady:
- dziecko karmione piersią może sypiać gorzej/krócej niż po mieszance
- bolące brodawki i całe piersi; zapalenie piersi
- konieczność używania wkładek laktacyjnych (nie ma możliwości abym ich nie nosiła, jeżeli karmię to z drugiej piersi zawsze kapie mi mleko :-o),  zalana mlekiem koszula nocna
- momentami odczuwam karmienie piersią jako swojego rodzaju "uwiązanie"
- w lecie można nakarmić dziecko na ławce w parku, w zimie już z tym gorzej

Obecnie gdy Wiki ma już ponad rok i nadal go karmię piersią zauważyłam, że:
- nie lubi za długo siedzieć w swoim foteliku do karmienia - najchętniej konsumuje spacerując sobie po mieszkaniu. Mam trochę wrażenie, że to dlatego iż karmię go piersią w różnych miejscach w mieszkaniu, jedzenie nie kojarzy mu się z jednym miejscem. I co śmieszniejsze wybiera miejsca, w których karmię go najczęściej - ostatnio poszedł z ryżowym chrupkiem do łóżeczka Kacperka - tam najczęściej karmię go wieczorami przy usypianiu całej trójki ;-)
- trudniej przechodził etap lęku separacyjnego; ma dni, że chodzi za mną krok w krok; trudniej mi go z kimkolwiek zostawić nawet na sekundę, bo od razu mnie szuka i płacze; w czasie pobytu u rodziny na święta śmialiśmy się, że ten jego stres wynika z tego, że traci z oczu potencjalne źródło pożywienia czyt. mleka ;-)) 
- nie chce pić z butelki ze smoczkiem / problem żebym gdziekolwiek wyszła szczególnie wieczorem

Karmienie z butelki mieszanką:

Zalety:
- dziecko lepiej śpi po mieszance
- dzięki temu, że dziecko lepiej śpi można sobie pozwolić na dłuższe spacery w zimie
- mieszanką może karmić ojciec

Wady:
- przygotowywanie mieszanki, podgrzewanie wody, pamiętanie o wyparzaniu butelki
- w czasie wyjścia lub wyjazdu trzeba zabrać butelkę, mieszankę, termos ze sobą
- mieszanką można dziecko przekarmić

Długi ten mój wywód dzisiaj, ale cóż mam taki nastrój filozoficzny ;-) Na koniec przytoczę jeszcze przykłady dwóch moich koleżanek:
Jedna bardzo chciała karmić piersią, bardzo o to walczyła i udało się jej. Wykarmiła piersią dwójkę swoich dzieci. Pomimo popękanych brodawek, kolek u dzieci, gryzienia przez dzieci brodawek i wylanych przy tym łez dała radę i podziwiam ją bardzo. Nawet jej to niedawno powiedziałam, na co ona odpowiedziała mi, że z kolei mój przykład pokazał jej, że każda kobieta ma swoje granice wytrzymałości na ból i że nie można dać "się pokroić" tylko po to żeby karmić piersią. I że od podania dziecku mieszanki nic mu się nie stanie.
Druga nie miała problemów typu popękane brodawki, ale pojawiły się problemy z uczuleniami u dziecka. Był moment, że doszła do sytuacji, w której już nie wiedziała co ma jeść, bo prawie wszystko szkodziło dziecku. Gdy znalazła się na skraju "zagłodzenia się" podjęła decyzję o zaprzestaniu karmienia piersią. Po podaniu mieszkanki problemy zniknęły całkowicie.
Dlatego karmmy piersią nasze dzieci, podejmujmy próby karmienia piersią, bo nasze mleko jest dla naszych dzieci najlepsze. Czasami nawet zawalczmy o to karmienie, ale nigdy zbyt dużym kosztem swoim i dziecka. 

I jeszcze jedno mleko jest w głowie, niezaprzeczalnie! Powtarzałam sobie to często w myślach za trzecim razem i bardzo mi to pomogło.



* Są to tylko moje i wyłącznie moje odczucia i obserwacje. Jestem bardzo daleka od tego aby mówić komuś jak ma karmić własne dziecko.

24 komentarze:

  1. Starszego karmiłam 4 miesiące. Miał mega kolki i alergię więc stosowałam dietę eliminacyjną.Doszło do tego, że przez ostatnie półtora mca jadłam suchy chleb i piłam tylko wodę, schudłam 25 kg. No i musiałam odpuścić, ale przyznam, że bardzo to przeżyłam i wiele nocy przepłakałam, bo bardzo chciałam go karmić piersią przez rok.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współczuję takiej sytuacji. A z drugiej strony dobrze, że mamy możliwość karmienia dziecka w inny sposób, jeżeli karmienie piersią jest niemożliwe lub bardzo trudne.

      Usuń
  2. Mam dokładnie takie samo zdanie na temat karmienia piersią :) do zalet dodalabym jeszcze przeciwciała zawarte w mleku matki, kiedy starsze przynosi infekcje z przedszkola i zaraza cała rodzine,jest szansa,ze chora matka karmiąc piersią uchroni maleństwo przed choroba:) z drugiej strony ta sama matka nie moze przyjmować leków i sama dłużej choruje..my jesteśmy właśnie w takim punkcie,Konrad skończył dopiero 3 miesiące, a bede musiała go odstawić od piersi.tym razem AZS zaatakowało mnie,do tego astma,oczy...muszę znów zacząć sie leczyć,co jest tu trudne,bo tutaj ludzie raczej nie słyszeli o alergii,w aptekach i przychodniach robią wielkie oczy.konrad tez jest alergikiem,ale przy diecie eliminacyjnej i naszym już sporym doświadczeniu,jakoś nad tym planowałam bez zaprzestania karmienia...pocieszające jest to,ze na butelce nie ma kolek,a te były nasZa zmora.pomimo tego,ze teraz podchodzę do karmienia butelka na większym luzie i tak mi cieżko.zwlaszcza tych przeciwciał mi szkoda,ciagle w domu choruje ktoś.i tej intymności miedzy nami w czasie podawania piersi:) ale cóż.moze kiedyś dane nam będzie miec3dziecko i uda mi sie tak,jak tobie karmić wyłącznie piersią cały rok:) gratuluje kochana samozaparcia,przy dwójce dzieci zerwane noce musiały dawać sie mocno we znaki.jestes mistrzem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o niechorowanie dzieci na piersi to trzeba też, moim zdaniem, uważać, z generalizowaniem, bo z tego co widzę po swoich dzieciach i dzieciach przyjaciół i znajomych - nie ma reguły.

      Usuń
    2. ambiwalencja - najważniejsze, że chociaż przez te trzy miesiące karmiłaś i Konrad dostał to co najlepsze z Twojego mleka. Ale są sytuacje niezależne od nas i nie ma co się zamęczać. Ciekawe, ż w Niemczech nie słyszeli o alergiach, może u nich jakoś inaczej to się nazywa?
      I nie, nie karmiłam Wiktorka wyłącznie piersią przez rok ;-) Bo niezła chudzinka by z niego była ;P Przez zalecanych 6 miesięcy, a potem pierś i rozszerzanie diety :-)
      Dzięki :-) Ale dałam radę dzięki temu, że przez miesiąc miał mi kto ugotować obiad i zająć się na jakiś czas starszakami, poza tym jak już przetrwałam miesiąc to potem już było w sumie z górki :-)

      Usuń
    3. dragonfly - Kacperek jako pierwsze dziecko pierwszy raz zachorował gdy miał około roku i to tylko na lekki katarek (chociaż karmiony w większości mieszanką), Oskar jak miał 9 m-cy to zachorował na zapalenie ucha (też w większości karmiony mieszanką), a Wiki ten piersiowy już w wieku 3 m-cy złapał zapalenie płuc i do teraz co rusz ma jakieś katary, lekkie przeziębienia. Dlatego z mojego doświadczenia też nie wynika, że dzieciaki na piersi rzadziej chorują (i patrząc na znajomych też nie ma reguły i różne bywa). No ale może statystycznie rzeczywiście tak jest, że dzieci na piersi zdrowsze są albo szybciej z chorób wychodzą.

      Usuń
  3. W szkole rodzenia zapytano nas (uczestników) jakie mamy obawy przed karmieniem piersią. Nie miałam żadnych. Widziałam jak moja mama karmiła młodsze rodzeństwo i założyłam, że po prostu będę karmić.
    Urodziłam wcześniaka, po pięciodniowym (nie żartuję) porodzie zakończonym cesarskim cięciem, z anemią i cała opuchnięta już nie byłam taka pewna swoich sił. Mój synek spisał się jednak na medal. Ja również mam bardzo małe piersi, nie miało to jednak żadnego znaczenia. Mleka produkowałam tony. Początkowo kazano mi trzymać dietę, ale po trzech miesiącach, podczas wizyty u pewnego bardzo doświadczonego pediatry, usłyszałam, znamienne pytanie: "Jak Pani się naje kapusty, to z piersi leci kapusta?". Od tamtego spotkania jadłam wszystko. Synuś był szczęśliwy, ja również. Trzymam kciuki za wszystkie mamy karmiące. Moja przygoda z karmieniem skończyła się po dwóch latach (oczywiście wówczas już tylko dokarmiałam małego). Niektórzy twierdzą, że to przesada. Ja uważam, że każdy w tym względzie powinien postępować intuicyjnie.
    Jeśli natomiast nie ma pokarmu, to po prostu trzeba dziecko dokarmić sztucznym mlekiem i tyle (w myśl zasady "każdy orze jak może;-D).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, że udało Ci się karmić i to po nie łatwym stracie. Wydaje mi się, że też duże znaczenie miało to, że widziałaś swoją mamę karmiącą rodzeństwo. Taki pozytywny i bardzo bliski wzór.
      Oczywiście, że nie ma znaczenia rozmiar piersi, bo mleko jest w głowie :-))
      Ja też jakiejś ostrej diety nie trzymałam i na szczęście wszystko było ok. Ale niestety bywają dzieci, które źle reagują na mleko matki, nie wiadomo z czego to wynika (pierwszym o czy się myśli w takim przypadku to dieta), a nie ma też kobieta w takiej sytuacji znikąd pomocy, bo w większości pediatrzy zalecą podanie mieszanki, a nie zastanowią się nad przyczyną. Jak chcesz nadal karmić piersią kobieto to radź sobie sama. Przykre to :-(
      Ja już słyszałam rady dalszej rodziny o zaprzestaniu karmienia rocznego dziecka, bo po co, bo przecież to moje mleko nie ma już wartości. Ale ja i tak robię swoje, choć nie powiem czasem mam dni, kiedy mam już dość tego karmienia piersią ;-)

      Usuń
    2. Dag, uderzyłaś w ciekawy stereotyp, że mleko matki po roku nie ma wartości. Wiele osób to powtarza, ale nie wiem gdzie zasięgało wiedzy. Teorie na ten temat zmieniają się jak w kalejdoskopie. Jakiś czas temu pani farmaceutka w pobliskiej aptece powiedziała mi, że niedawno brała udział w szkoleniu, gdzie zalecano karmienie dzieci do dwóch lat. Ja trzymam się własnej wersji - liczenia na własną intuicję. W końcu każde dziecko jest inne i każda mama również. Pozdrawiam Cie serdecznie!

      Usuń
    3. Przecież to wciąż jest mleko tak samo jak krowie mleko jest cały czas mlekiem ;-) Niedawno czytałam, że na przykład gdy dziecko ma 2 lata to mleko matki zaspakaja część jego zapotrzebowania na witaminę A. Mleko matki ma nadal wartość tylko nie jest wystarczające dla rosnącego dziecko - a to nie jest to samo.
      Pozdrawiam również :-)

      Usuń
  4. Ja oboje karmiłam po trzy miesiące. Z Hanią poddałam się, z Jurkiem logistycznie nie było możliwe, kiedy Hania poszła do przedszkola. :-) ale nie mam żadnych wyrzutów sumienia, bo sposób karmienia nie jest wykładnikiem miłości do dziecka. Ja dostrzegam jednak u nas terror laktacyjny i to nie tyle ze strony personelu medycznego, ale nas, kobiet-matek. Jakiś czas temu moja koleżanka żaliła się, że jej córeczka co godzinę budzi się w nocy. Rzuciłam hasło, że może butelka by rozwiązała problem. A ona na to, że "MY takich sztuczności nie stosujemy". Strasznie było mi przykro, bo jednoznacznie dała mi do zrozumienia, że ja, ta butelkowa, to jakaś gorsza. Zresztą to nie był jedyny raz, kiedy "piersiowa" mówiła do mnie z wyższością. Co mnie jednak wkurza bardzo.

    Dag, jesteś poza tym mistrzynią świata. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie spotkałam się z podobnymi stwierdzeniami od znajomych matek. Choć słyszałam, że tak się dzieje :-(
      Dzięki Dragonfly ;-)

      Usuń
  5. Ja pierwsze karmiłam 5 miesięcy po czym dziecko odmówiło współpracy na rzecz butli (na tym etapie już wróciłam do pracy), drugie 8 miesięcy po czym mleko zanikło (też już wróciłam do pracy) a trzecie przestałam karmić 2 tygodnie temu jak miał 17 miesięcy, chociaż ostatnie pół roku to były tylko nocne karmienia. :) Karmienie to sama przyjemność :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie są różne osoby, dla mnie karmienie czasem bywa przyjemne, a czasem mniej. Często po prostu bolą mnie piersi, nawet teraz gdy karmię już ponad rok, bolą mnie czasem brodawki. Ja mam bardzo wrażliwe piersi.

      Usuń
  6. Dla mnie wada karmienia piersią-to, że nie mogłam jeść wszystkiego, a raczej przy pierwszym dziecku jadłam chleb z masłem i pupety bleeeeeeeeeeeee:( a i tak się darła takie miała kolki:( przy drugim było ciut lepiej, ale duuuuużo jadł w nocy:( Edyta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, masz rację to są minusy karmienia piersią. Nas szczęśliwie ominęły kolki. Na początku karmienia nie jadłam kilku rzeczy (tak profilaktycznie), ale jak Wiki skończył trzy miesiące zaczęłam w zasadzie jeść wszystko i było ok.

      Usuń
  7. Ja miałam ogromne szczęście, Mała od razu bardzo dobrze jadła, bez problemu łapała pierś i mimo że nikt mnie tego nie uczył to jakoś się udało. Marysia ma teraz pół roku i nadal jest na piersi i mimo że w nocy często się budzi to jakoś nie myślę o odstawieniu. Nie uważam że MAMY BUTELKOWE;) są gorsze, bo niestety z laktacją bywa różnie i czasem nic się na to nie poradzi. A co do kolek to może mieć je i dziecko na piersi i na butelce - nie ma reguły.
    Uczyli mnie tego na studiach a na swoim przykładzie przetestowałam - trzymanie diety podczas karmienia to wymysł jakiegoś debila ;) oczywiście przez pierwszy dni nie ma co szaleć ale mówienie kobiecie że ma trzymać diete przez kilka miesięcy to jakaś porażka. No i inaczej sytuacja wygląda kiedy dziecko źle reaguje na mleko mamy ale to wtedy stopniowo eliminuje się niektóre produkty żeby Mama miała siłę i nie chudła 25 kg ;)
    Pozdrawiam!:)
    http://mama-dietetyk.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co czytałam kolki są raczej efektem niedojrzałego układu nerwowego u dziecka, a nie sposobu karmienia. Choć jestem w stanie zrozumieć matki, które w takiej sytuacji próbują wszystkiego, żeby tym kolkom zapobiec.
      Tylko, że w takiej sytuacji gdy dziecko źle reaguje na mleko matki kobieta jest zostawiona niejako sama sobie. Jestem pewna, że większość pediatrów powie niech da Pani mieszankę, a nie wgłębi się w problem. Z pewnością duża tu rola Was dietetyków :-)

      Usuń
    2. Ja też rozumiem i Im to się nie dziwię, wkurza mnie tylko opieka nad tymi kobietami. W szpitalu(prawie każdym) zero pomocy w przychodni to samo. I jak tu żyć? :)
      Mam nadzieję, że dietetycy w przyszłości będą mieć inną rolę w szpitalu niż do tej pory, bo teraz ich praca polega na gotowaniu obiadów i pisaniu jadłospisów które mają tylko zgadzać się z zaplanowanym budżetem :)

      Usuń
    3. Też mam taką nadzieję :-)

      Usuń
  8. w temacie się nie wypowiem, jednak pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Karmienie pierwszego dziecka to był dla mnie stres przez pierwsze 2 miesiące - później stało się to dla mnie naturalne. "Dociągnęłam" w ten sposób do 8.miesiąca, gdy już wróciłam do pracy. Drugi syn sam "się odstawił" ode mnie po 6.miesiącach - najbardziej zdziwiło mnie to, że na początku w ogóle nie miałam problemów z karmieniem (totalny luz), natomiast po 5 miesiącu czułam już pewne poirytowanie - chyba chciałam wreszcie wrócić do "normalności". :-) Każdy z moich obu chłopców mało przybierał na wadze, więc od 3 miesiąca musiałam ich karmić co 1,5 godziny, a od 4. miesiąca podawać marchewki i owoce. Nie wiem, czemu, ale jakoś nie przyszło mi do głowy dokarmianie mlekiem - może kwestia jakiś stereotypów w głowie? Mleko w butelce wprowadziłam chyba po 6.miesiącu...Sprawa jest bardzo indywidualna i nauczyłam się nie oceniać innych kobiet pod tym względem - bo nie to jest wykładnią ich miłości do dziecka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już bardzo tęsknię za tą "normalnością", o której piszesz :-) A Wiki znowu domaga się częściej piersi w ciągu dnia (może jakieś zęby idą), bo był moment, że pił z piersi tylko dwa razy w ciągu dnia.
      Czasem to karmienie piersią idzie łatwiej czasem trudniej. Fajnie jest pokonywać trudności, ale czasem trzeba sobie odpuścić :-)

      Usuń

Dziękuję :-)

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails